Damian Kądzior, czyli w kilka miesięcy od I-ligowca do kadrowicza

2017-09-29 14:20:00
Jeszcze kilka miesięcy temu był boiskowym liderem I-ligowych Wigier Suwałki. Dziś Damian Kądzior jest jednym z najważniejszych ogniw Górnika Zabrze, który przewodzi rozgrywkom LOTTO Ekstraklasy, a w piątek otrzymał powołanie do reprezentacji Polski na mecze z Armenią i Czarnogórą.

To historia jak z bajki, w której nie brakuje niespodziewanych zwrotów akcji. Damian Kądzior na futbol był niemal skazany. Jego ojciec, Robert, również był piłkarzem, wystąpił nawet sześciokrotnie w ekstraklasie, przywdziewając barwy Jagiellonii Białystok. To właśnie w „Jadze” Kądzior junior stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki. Pierwsze szlify zbierał w Młodej Ekstraklasie, w której zadebiutował w marcu 2011 roku, mając niespełna 19 lat. Wydawało się, że od pierwszego zespołu dzieli go już bardzo niewiele, w drużynie młodzieżowej był bowiem podstawowym zawodnikiem.

 

Wkrótce jednak nadszedł pierwszy trudny moment. W rundzie wiosennej sezonu 2011/2012 Kądzior pozostawał bez klubu, nie pojawił się na murawie choćby na minutę. Do gry powrócił jesienią 2012 roku i z miejsca stał się znów czołową postacią Jagiellonii ME. Jego dobrą postawę docenił trener pierwszego zespołu Tomasz Hajto. Sięgnął po Kądziora i dał mu szansę występu w dwóch spotkaniach ekstraklasy. Debiut przypadł na mecz z Wisłą Kraków, a młody zawodnik zmienił na murawie 47-krotnego reprezentanta Polski Euzebiusza Smolarka. Zapewne nie spodziewał się wtedy, że jego kariera będzie miała jeszcze kilka zakrętów, ale w pewnym momencie także on otrzyma powołanie do reprezentacji Polski…




 

Po rundzie jesiennej w klubie z Białegostoku podjęto decyzję, że Kądzior powinien rywalizować w seniorach, a nie jedynie w rozgrywkach Młodej Ekstraklasy. Nie było dla niego miejsca w pierwszym zespole, więc został wypożyczony do Motoru Lublin. W II ligę wszedł z marszu. Tam, w meczu z Pelikanem Łowicz, zdobył pierwszą bramkę w seniorskiej piłce. Wypożyczenie zostało przedłużone na kolejny sezon, a Kądzior cieszył się niezachwianym zaufaniem kolejnych szkoleniowców. Niestety, jego dobra gra nie wystarczyła, by ekipa z Lublina utrzymała się na II-ligowym poziomie. Dla samego piłkarza oznaczało to powrót do stolicy Podlasia.

 

Na początku nic nie zapowiadało kłopotów. Już w pierwszej kolejce sezonu 2014/2015 Kądzior dostał szansę w ekstraklasie, w starciu z Lechią Gdańsk. Dał mu ją trener Michał Probierz, jednak jak się okazało, był to koniec współpracy. Kądzior został zesłany do III-ligowych rezerw, co na pewno nie zaspokajało jego ambicji. Bramki zdobywane w meczach z Puszczą Hajnówka czy Olimpią Olsztynek nie były szczytem marzeń. Decyzja mogła być tylko jedna – kolejne wypożyczenie i znalezienie szansy gry na wyższym szczeblu. Wybór padł na I-ligowy Dolcan Ząbki. Solidną ekipę, która choć nie miała w planach walki o awans do ekstraklasy, potrafiła napsuć krwi niemal wszystkim rywalom. Tam Kądzior odnalazł wreszcie upragnioną stabilizację i pod Warszawą został także na rundę jesienną 2015/2016, szatnię dzieląc między innymi z Szymonem Matuszkiem i Mateuszem Wieteską. Na murawie wychowanek Jagiellonii był niezastąpiony, a Dolcan punktował wcale nie gorzej.


I wtedy nadszedł kolejny kataklizm, który zachwiał stabilizacją piłkarskiej kariery Kądziora. Wskutek problemów finansowych klub z Ząbek upadł. Trzeba było wracać do Białegostoku, na co sam piłkarz – co podkreślał w późniejszych wywiadach – nie miał większej ochoty. Na jego szczęście pojawiła się kolejna szansa wypożyczenia. Kądzior trafił do Wigier Suwałki, gdzie znów pokazał, na co go stać. Z marszu wskoczył do podstawowej jedenastki, a sezon 2015/2016 ekipa prowadzona od marca przez Dominika Nowaka zakończyła na 10. pozycji.

 

To było preludium tego, co miało się wydarzyć w kolejnych rozgrywkach. Rywalizacja w Nice 1 lidze była niesłychanie zacięta, ale Wigry radziły sobie w niej nadspodziewanie dobrze. Przez pewien czas przewodziły nawet ligowej tabeli, a prawdziwą furorę robiły w Pucharze Polski. Zawodnicy z Suwałk odprawili z kwitkiem Świt Nowy Dwór Mazowiecki, Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, Górnik Zabrze, GKS 1962 Jastrzębie. Tak stały się rewelacją rozgrywek, docierając do półfinału. Tam los skojarzył Kądziora i spółkę z Arką Gdynia. W pierwszym meczu suwalczanie ulegli rywalowi na własnym terenie 0:3 i wydawało się, że wszystko jest już jasne. W rewanżu sygnał do odrabiania strat dał jednak Kądzior. Otworzył wynik spotkania, a Wigry ruszyły do ataku. Zabrakło bardzo niewiele. I-ligowiec wygrał 4:2, a do PGE Narodowego zabrakło jednej bramki. Kądzior wówczas zaistniał w świadomości szerszej publiczności. Zdobył łącznie w sezonie 16 bramek, dorzucając do tego 17 asyst. Nic dziwnego, że w kolejce po niego ustawiły się kluby z ekstraklasy.




 

Najbliżej było mu do Cracovii, gdzie bardzo chciał go sprowadzić trener Jacek Zieliński. Klub i zawodnik byli już po słowie, jednak wówczas zdarzyło się coś, co spowodowało, że Kądzior pod Wawel nie trafił. W Cracovii nastąpiła bowiem zmiana szkoleniowca – Zielińskiego, gorącego orędownika transferu piłkarza Wigier, zastąpił… Michał Probierz. Temat został ucięty, a Kądzior stanął pod ścianą. Nie chciał zostawać w Suwałkach, ponieważ czuł, że osiągnął tam swoje maksimum. Potrzebował nowych wyzwań i takie trafiło mu się w Zabrzu. Kądzior nie mógł czekać w nieskończoność, więc przeniósł się do Górnika.

Do szatni nie było mu trudno wejść. Spotkał tam znajomych z Dolcanu, Matuszka i Wieteskę. Trener Marcin Brosz rozpoczął montaż autorskiej drużyny, w której cała trójka miała odgrywać znaczące role. Kądzior błyskawicznie dostosował się do wymagań, które postawiła przed nim ekstraklasa. Górnik stał się rewelacją początkowej fazy sezonu, a wychowanek Jagiellonii jednym z głównych architektów sukcesów. Ma już na koncie trzy gole w tym sezonie – jeden w Pucharze Polski, a dwa w ekstraklasie. Nic więc dziwnego, że zwrócił na siebie uwagę sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski. Selekcjoner Adam Nawałka powołał Kądziora do kadry na mecze z Armenią i Czarnogórą. Czy piłkarz Górnika dostanie szansę debiutu i napisania kolejnego pięknego etapu w swojej karierze?

 

 

Autor: Emil Kopański/Łączy nas piłka, Fot. Łączy nas piłka