BezRuch

2017-09-23 22:05:00
Zapłakana pani w średnim wieku, nie mogąca uwierzyć w to co się stało. Ten obrazek utkwił mi w pamięci po wizycie na poniedziałkowym meczu w Chorzowie. Sytuacja „Niebieskich” robi się coraz bardziej dramatyczna. Na domiar złego nie wygrywają nawet w spotkaniach, w których komplet punktów mieli niemalże na wyciągniecie ręki.

Ruch zapisał wiele pięknych kart w historii naszej klubowej piłki. Gdy jako komentator telewizyjny jeździłem do Chorzowa, lubiłem przysiąść na chwilę w klubowej kawiarence i popatrzeć na ścianę z upamiętnioną konstelacją sukcesów. Dlaczego konstelacją? Otóż złotymi gwiazdami upamiętniono każdy z tytułów mistrzowskich, srebrnymi zaś Puchary Polski.

 

Na Cichej o chwalebnej przeszłości pamiętają i chętnie o niej przypominają. Trybuny i stadionowe ogrodzenie przyozdobione są portretami bohaterów z dawnych i nieco mniej dawnych lat, którzy czarowali swoimi występami w koszulce ze słynną „eRką”.

 

 

Czas płynie jednak nieubłagalnie. Od występu w ćwierćfinale Pucharu Europy minęły już 42 lata. Ostatnie - w sumie czternaste – mistrzostwo to rok 1989, zaś po krajowy puchar „Niebiescy” nie sięgnęli od 1996 roku.

 

Błędem byłoby jednak stwierdzenie, że w XXI wieku Ruch stanowił tylko tło dla rywalizacji bogatszych konkurentów. W ciągu minionych siedmiu lat chorzowianie trzykrotnie kończyli sezon na ekstraklasowym podium, dwa razy dotarli też do finału Pucharu Polski. Spory w tym udział miał Waldemar Fornalik, dla którego sukcesy z „Niebieskimi” stanowiły nawet trampolinę na stanowisko selekcjonera narodowej reprezentacji.

 

Sporo miejsca poświęciłem historii, ale nie sposób żyć samą przeszłością. A teraźniejszość, niebieska teraźniejszość gwoli ścisłości, prezentuje się zdecydowanie gorzej. Po spadku do 1. ligi niektórzy kreślili wprawdzie czarny scenariusz, że Ruch nie przystąpi do rozgrywek. Udało się jednak wystartować, choć lawina odejść zawodników oraz dźwiganie bagażu w postaci ujemnych pięciu punktów, nie napawały optymizmem. Znaków zapytania od początku było wiele, dziś już można pokusić się o odpowiedzi.

 

 

Ruch to ciągle uznana marka, ale ze sportową wartością jest znacznie gorzej. Spośród zawodników, którzy w minionym sezonie biegali po boiskach ekstraklasy, zostało dziś tylko kilku. Co gorsza już po rozpoczęciu sezonu nabierający wody statek opuścili Jakub Arak i Adam Pazio. Liderami drużyny starają się być Maciej Urbańczyk i Miłosz Przybecki, ale to za mało. Krzysztof Warzycha i od niedawna Juan Ramon Rocha starają się klecić z tego co mają do dyspozycji. Ale porzekadło o krawcu i materii mocno daje się we znaki. Mieszanka młodości z grupą zagranicznych zawodników punktuje sporadycznie.

 

Trzeba też obiektywnie stwierdzić, że szczęście nie jest sprzymierzeńcem „Niebieskich”. W dwóch ostatnich meczach powinni dopisać do swojego dorobku sześć punktów, a jednak powiększyli konto o zaledwie jeden. Z GKS Tychy prowadzili do 89’ 2:0 i tylko zremisowali. Z Górnikiem Łęczna wygrywali do 84’, a tymczasem grający przez ponad pół spotkania w liczebnym osłabieniu rywal, zdobył w końcówce dwie bramki. Złośliwi powtarzają – nawiązując do stanu punktowego (-1) – że w Chorzowie ciągle mróz. I trzeba obiektywnie przyznać, że jeśli nie nastąpi gwałtowne ocieplenie, to pierwszy raz w historii Ruch może się znaleźć poza dwoma najwyższymi klasami rozgrywkowymi. Tak utytułowany klub, mający wielu wiernych fanów, z pewnością jednak będzie walczył dopóki tli się nadzieja. 

Autor: Leszek Bartnicki, Fot. Ruch Chorzów