Adrian Błąd utrzymał GKS przy życiu. Wygrana w derbach pozwoli odbić się od dna?

2019-03-19
GKS Katowice nie zamierza się poddawać i walczy o uniknięcie tego, co, zdaniem wielu, jest mu pisane. Piłkarze Dariusza Dudka wygrali prestiżowe derby z GKS-em Jastrzębiem, i nadal wszystko jest w ich rękach oraz nogach. A sobotni sukces zawdzięczają strzelcowi dwóch goli Adrianowi Błądowi.

Wszystko - forma w przekroju całego sezonu, atut własnego stadionu, przewaga kibiców, wsparcie reprezentanta Polski Kamila Glika - wydawało się być w sobotę po stronie GKS-u 1962 Jastrzębie. Punktowo też obie drużyny dzielił spory dystans (14 oczek). GKS z Katowic był pod ścianą, w przypadku przegranej traciłby do bezpiecznej lokaty osiem punktów. Na dziesięć kolejek przed końcem sezonu byłby to dystans praktycznie nie do odrobienia. "GieKSa" jednak wygrała 2:1, a sobota należała do Adriana Błąda, który zdobył dwie bramki.

 

- Znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że potrzebowaliśmy punktów jak tlenu. Po dwóch porażkach tej wiosny większość postawiła już na nas krzyżyk. Tym zwycięstwem udowodniliśmy, że nie warto przedwcześnie skreślać GKS-u. Będziemy walczyć do końca! Pokazaliśmy charakter. We wcześniejszych pojedynkach, po straconej bramce odrabianie strat przychodziło nam z wielkim trudem, mieliśmy z tym problem. Teraz nie zwiesiliśmy głów, wyrównujący gol Jastrzębia nie wybił nas z uderzenia, od początku dążyliśmy do wygranej. Dzięki temu zdobyliśmy jakże ważne punkty - mówi Błąd.

 

Choć GKS pokonał derbowego rywala, to o euforii nie może być mowy. - Gdybyśmy w sobotę nie zapunktowali, byłby dramat... Na szczęście, wciąż jesteśmy w grze. Mamy pięć punktów do odrobienia. Przed nami mecze z Odrą Opole, Chrobrym Głogów - po drodze Chojniczanka Chojnice - z zespołami z dolnych rejonów tabeli. Zapowiadają się ciekawe tygodnie, bo na pewno nie odpuścimy. W każdym meczu będziemy chcieli walczyć tak, jak w sobotnim. Teraz co tydzień gramy o życie - dodaje pomocnik katowiczan.

 

27-letni zawodnik na listę strzelców wpisał się w 28. i 64. minucie. Pierwszego gola strzelił z rzutu karnego. - Nerwy? Nawet o tym nie pomyślałem. Zresztą, gdy pochodzę do karnego, koncentruję się tylko na strzale. Piłka, bramkarz, gol - te trzy rzeczy zaprzątają mi wtedy głowę. Wziąłem odpowiedzialność na siebie i udało się. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach mój dylemat, jeśli chodzi o karne, też będzie sprowadzał się do tego nie czy uderzać, a w jaki sposób pokonać bramkarza - śmieje się "Błądzik".

 

Miał prawo się denerwować, podchodząc do jedenastki, bo przecież w końcówce rundy jesiennej przestrzelił karnego przeciwko Sandecji Nowy Sącz. - Najlepszym się zdarza... W ogóle się tym nie przejąłem - przekonuje. Przeciwko GKS-owi 1962 zdobył odpowiednio piątą i szóstą bramkę w sezonie. - Nie myślę o indywidualnych statystykach, tylko o statystykach zespołowych. Jeśli nie będziemy funkcjonować dobrze jako całość, to nic nie dadzą moje gole - twierdzi Błąd, który zdążył przyzwyczaić kibiców "GieKSy", że jest specjalistą od goli, ważnych i ważniejszych. Kiedy trafia do siatki, to GKS praktycznie nie przegrywa.

 

- Ogólnie to lubię grać w meczach z dużą liczbą kibiców. Stąd też zdecydowałem się na kontrakt w GKS-ie. GKS kibicowsko jest mocny, a piłkarzowi łatwiej się gra, gdy trybuny żyją spotkaniem. Doping, taki jak w derbach, nakręca zawodników - twierdzi sobotni bohater katowickiej drużyny.

 

Wygrana pozwoli jemu i jego kolegom złapać oddech, lecz tylko na chwilę. Niebawem kolejne, wcale nie łatwiejsze, batalie w lidze. - Wynik meczu z Rakowem, choć przegranego przez nas 0:3, nie oddaje w pełni tego, co działo się na boisku. Zaprezentowaliśmy się inaczej niż z Wigrami. Z liderem skupiliśmy się na grze wysokim pressingiem. Nie zmieniła tego nawet czerwona kartka. Mimo wysokiej porażki wierzyliśmy, że praca musi przynieść efekty. Mieliśmy świadomość, że są dobre rzeczy w naszej grze. Je trzeba było utrwalić, wyeliminować mankamenty. No i musieliśmy być czujni przy stałych fragmentach gry. Choć GKS Jastrzębie miał ich dużo, to bramki po nich nie straciliśmy. Mam nadzieję, że wygrana w sobotę będzie trampoliną do regularnego punktowania - słychać nadzieję i optymizm w głosie Błąda.

 

- Trener Dudek przez cały tydzień powtarzał, że nasza ciężka praca sama się obroni. Wiedzieliśmy ile wysiłku i energii włożyliśmy w to, żeby wiosną wyglądać dużo lepiej aniżeli w poprzedniej rundzie. Po dwóch gongach od Wigier i Rakowa można było się załamać, jednak my nie zwątpiliśmy. Lód na głowę i jedziemy dalej. W chwili obecnej każdy mecz jest dla nas finałowym - kończy Błąd.

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl

Zobacz również



1 liga na Facebooku