1 Liga Fame. Sekulski: Byliśmy ciągle na walizkach

2019-01-18 16:02:00
Grając w SKA Chabarowsk, Łukasz Sekulski pokonał około 210 tysięcy kilometrów podróżując na mecze w lidze rosyjskiej. Nowy nabytek ŁKS Łódź opowiada o życiu w Chabarowsku, grze w Priemjer-Lidze i ostatnim roku ciągłej podróży.

Ponad 10 tysięcy kilometrów jest z Warszawy do Chabarowska. Co skłoniło do takiej przeprowadzki?

 

Z jednej strony ciekawość, z drugiej strony chęć zagrania w naprawdę mocniej lidze i zmierzenia się ze znanymi zespołami. Nie ma co ukrywać, że oferta była też atrakcyjna pod względem finansowym.

 

Sam klub był dla Pana niewiadomą?

 

Wiedziałem tylko, że drużyna SKA Chabarowsk po raz pierwszy w barażach wywalczyła awans do najwyższej klasy rozgrywkowej w Rosji (Priemjer-Liga, przyp. red). Ofertę z Chabarowska przyjąłem ze zdziwieniem.

 

Chabarowsk. Pewnie jest Pan jedyną osobą, która może przybliżyć to miasto.

 

Przyznam, że sam początkowo nie wiedziałem, gdzie dokładnie leży to miasto. Chabarowsk położony jest na wschodzie Rosji, tuż przy granicy z Chinami. Widać tam już azjatyckie wpływy. Miasto liczy ponad 600 tysięcy mieszkańców i bardzo szybko się rozwija, starając się gonić pozostałe rosyjskie miasta. Budynki sprzed 20 lat znikają albo są przebudowywane.

 

W czasie pobytu udało się zwiedzić Chiny?

 

Niestety nie udało się odwiedzić tego kraju ze względu na procedury wizowe.  Ponadto nie było na to czasu. Można powiedzieć, że nasz zespół był w ciągłej podroży.

 

Jak pod względem organizacyjnym wyglądał klub?

 

Jeśli chodzi o polskie kluby, to nie ma wielkich różnic. Na pewno w oczy rzuca się stadion, który przypomina te sprzed 20-30 lat. Jako ciekawostkę powiem, że do dziś nosi imię Włodzimierza Lenina. Co nas różni, to klubowy catering. Tam w klubie codziennie czeka na Ciebie pełny posiłek, a w Polsce bywa z tym różnie.

 

Językiem komunikacji był angielski?

 

Udało mi się szybko przełamać barierę językową. Bardzo szybko złapałem język rosyjski.

 

Wasze wyjazdy meczowe odbiegały od tych standardowych.

 

Dokładnie, do Moskwy na mecz mieliśmy ponad 8 tysięcy kilometrów. Pół żartem, pół serio tłumaczyłem sobie, że skoro w Jagiellonii spędzałem po 8 godzin w podróży autobusem, to dam radę  w samolocie. W zasadzie, jak wcześniej wspomniałem, byliśmy ciągle na walizkach. Lotnisko, samolot,   przesiadki. Do tego dochodziła zmiana czasu. Na przykład między Chabarowskiem a Moskwą było 7 godzin różnicy. Przyznam, że ciężko to znosiłem. Dlatego tak trudno było grać na wyjazdach. Z drugiej strony podobnie miały u nas drużyny przyjezdne. Zdarzały się też takie podróże, że nie było bezpośredniego połączenia i na kolejny lot czekało się po 4 godziny. Wtedy taka podróż trwała nawet po 18 godzin, a nazajutrz trzeba było grać mecz. To na pewno nie było komfortowe.

 

Wolnego czasu było jak na lekarstwo?

 

Przede wszystkim odpoczywałem po dwóch lub trzydniowych wyjazdach. Pierwsze pół roku spędziłem praktycznie na adaptacji. Mój organizm musiał przywyknąć do takiego niestandardowego trybu życia. Poza tym dużo czasu przebywaliśmy w klubie.

 

Jak oceni Pan poziom gry w lidze w lidze rosyjskiej?

 

Poziom gry w Rosji jest naprawdę wysoki. Zwłaszcza jeżeli mówimy o czołowej piątce: Spartaku,   CSKA, Lokomotiwie, Krasnodarze czy Zenicie. Klasa zawodników występujących w tych ekipach to absolutny top. Zresztą to nie przypadek, że co roku te drużyny grają w europejskich pucharach i nie są tam tylko tłem.

 

Pana drużyna zajęła ostatnie miejsce w tabeli. Patrząc z perspektywy czasu, co było powodem?

 

Po awansie nastąpiła praktycznie całkowita wymiana kadry. Zawodników, którzy wywalczyli historyczny awans, zastąpiono nowymi. Tych roszad było za dużo. Ciężko zgrać od razu 13 czy 14 nowych graczy.

 

Było coś, co Pana zaskoczyło w lidze rosyjskiej?

 

Ciekawą sprawą jest opieka ze strony drużyny, do której przyjeżdżasz na mecz. To kompleksowa pomoc. W momencie, gdy przylatujesz na lotnisko, miejscowy klub podstawia autobus, który jest do pełnej dyspozycji. To taki fajny gest.

 

Co skłoniło Pana do przyjścia do ŁKS-u Łódź?

 

Na pewno długofalowy plan rozwoju klubu i drużyny. Od dłuższego czasu byłem w kontakcie z dyrektorem sportowym, który nakreślił mi wizję tego klubu. ŁKS od dłuższego czasu zabiegał o moją osobę i mam nadzieję, że dam od siebie jak najwięcej tej drużynie.

Autor: 1liga.org, Fot. 400mm.pl